niedziela, 28 sierpnia 2016

Zdumiewające wypaczanie historii polskiego harcerstwa


Każdego roku natrafiam w okresie wakacyjnym na książkę, która jest poświęcona dziejom Związku Harcerstwa Polskiego i/lub jego historycznym postaciom. W ubiegłym roku recenzowałem autobiograficzną książkę Andrzeja Janowskiego, emerytowanego profesora pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie pt. „Harcerstwo wpisane w życiorys” (Warszawa: NWH 2015).

W tym zaś roku pojawiła się na rynku wydawniczym historyczna monografia Andrzeja Friszke pt. „Związek Harcerstwa Polskiego 1956-1963. Społeczna organizacja wychowawcza w systemie politycznym PRL” (Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2016, ss.311). Po lekturze mam mieszane uczucia, bowiem autor książki – jak przystało na historyka – sięgnął do archiwów władz naczelnych ZHP, akt KC PZPR, niewielkiej liczby dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej oraz nielicznych rozpraw i artykułów z tego okresu lub jemu poświęconych, koncentrując swoją uwagę przede wszystkim na losach ideologicznego projektu wychowawczego Jacka Kuronia, tak jakby był on rzeczywiście wartościowym dokonaniem pedagogicznym w tym ruchu. To, że nie był i nim się nie stał możemy odczytać w treści niniejszej książki.

Pojawia się jednak przypuszczenie, że ma ona częściowo ukryty zamysł badawczy w postaci samosprawdzającej się potrzeby ukazania neolewicy II dekady XXI wieku spod znaku „Krytyki politycznej”, że młode pokolenie ma znakomity wzór w osobie i zaangażowaniu właśnie Jacka Kuronia w określonym w tytule książki okresie czasu. Tymczasem dzieje harcerstwa polskiego nie wymagają i nie powinny być dzielone na pozbawione naukowego uzasadnienia periody, które - jak w tym przypadku - zostały nonsensownie podporządkowane fragmentowi życia jednego z instruktorów.

Andrzej Friszke pisze zaś we wstępie: „Poniższe studium powstało jako część prowadzonych od lat badań nad postacią Jacka Kuronia i jego aktywności politycznej. Dążenie do ukazania tła jego aktywności prowadziło do konieczności odtworzenia głównych etapów działalności ZHP i sensu toczących się konfliktów. Zaangażowanie Kuronia w ZHP trwało siedem lat i charakteryzowało się ponadprzeciętną aktywnością. Z punktu widzenia jego biografii dokładniejsze rozpoznanie tej aktywności jest niezbędne, gdyż wówczas dojrzewał ideowo i kształtował się jako działacz. Ocena tego zaangażowania formułowana zarówno przez historyków harcerstwa, jak uczestników i świadków wydarzeń była najczęściej negatywna” (s. 8-9).

Tym samy historyk postanowił nadać cząstce biografii Kuronia pozytywnego, a przecież niezasłużonego pedagogicznie blasku. Takie podejście odbiega od metodologicznej rzetelności. Niestety, największą wadą tego studium jest apologetyczne podejście do działalności Jacka Kuronia, by pokazać go jako kluczowego w PZPR działacza-ofiarę rzekomo wartościowego projektu wychowawczego, który nie znalazł zrozumienia i akceptacji w kierownictwie PZPR prowadząc jego twórcę w kierunku najpierw wewnątrzpartyjnej, a później już pozapartyjnej opozycji politycznej.

Co ciekawe, książka A. Friszke jest prolewicową odpowiedzią na wcześniej wydaną, a traktującą znacznie szerzej historię harcerstwa w latach 1945-1980 uczonego o jednoznacznie prawicowej orientacji, bo współtwórcę Kręgu Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego, Stanisława Czopowicza pt. „Szczera wola i zniewolenie. Harcerstwo w Polsce 1945-1980” (Warszawa: Niezależne Wydawnictwo Harcerskie 2010, ss. 636), do której historyk nie raczył dać nawet źródłowego przypisu. Tym razem uczeń przewyższył "swojego" mistrza.

Na marginesie muszę odnotować, że w wielu miejscach tej książki są cytaty pozbawione przypisów, co nie powinno mieć miejsca. Daje to fatalnie świadectwo wydawcy, który powinien zadbać o poprawność rejestrowanych cytatów egzekwując od autora ich źródła. Nie muszę nawet wchodzić tu w spór między historykiem a politologiem na temat tego, która z tych rozpraw jest w niewystarczającym stopniu oparta na dokumentach, bo widać to po ich przeczytaniu, że właśnie Andrzeja Friszke.

Niestety, nie ma racji autor recenzowanej tu książki, który starając się „wybielić” postać Jacka Kuronia poświęca głównie jemu uwagę celowo dobieranymi dokumentami, by konstruować (głównie na wspomnieniach Kuronia) historyczną narrację jego rzekomej wielkości. Trzeba najpierw dobrze zrekonstruować model wychowawczy tzw. tradycyjnego skautingu/harcerstwa, żeby zrozumieć i dostrzec dewastacyjny wkład Kuronia w próbę jego całkowitego zniszczenia i wyeliminowania ze sfery publicznej polskiego społeczeństwa.

Oto jak historyk pisze o swoim bohaterze: Kuroń był „(…) przeciwnikiem tradycyjnego skautingu, próbował przeistoczyć dawną formułę wychowawczą w nową, odpowiadającą wartościom lewicy społecznej. W niemałym stopniu szedł drogą krytyków z lat 20. , choć chyba nie zdawał sobie z tego sprawy (brak opracowań tego tematu), czerpał też intensywnie z koncepcji sowieckiego pedagoga Makarenki. Już to wystarczało, by tradycyjni harcerze widzieli w nim przeciwnika, tym groźniejszego, że działał w zespole innych członków PZPR, a więc rządzącej partii. (s. 9)

Jeżeli chce się dowodzić tak nonsensownej tezy, to trzeba jednak zderzyć ją z faktyczną, a jakże bogatą myślą pedagogiczną, społeczną i psychologiczną, która jest obecna dzięki bogatej literaturze harcerskiej lat 1911-1948. Inaczej, nie zrozumie się toksycznej i dewastacyjnej roli Kuronia, który w rzeczy samej budował sobie na bazie nieznajomości przedwojennej pedagogii harcerskiej własną karierę polityczną i zawodową. Trudno zresztą, żeby ją znał, skoro studiował historię w okresie cenzury politycznej, a boleśnie dotykającej literatury okresu przedwojennego jako niegodnej Polaka.

Tak więc jeśli ktokolwiek chce poznać historię ZHP tego okresu, to jednak lepiej, żeby czytał książkę S. Czopowicza (świetnie przygotowanego merytorycznie i biograficznie) niż monografię Andrzeja Friszke opartą na wycinkach z autobiografii J. Kuronia i - budowaną także na nich jego - rzekomo wyjątkową rolę pedagogiczną.

Po raz kolejny przekonuję się, że kiedy historycy, politolodzy, socjolodzy czy psycholodzy podejmują w swoich badaniach problematykę wychowawczą lub dydaktyczną, pomijają istotne źródła nauk pedagogicznych, a przez to popełniają w swoich interpretacjach kardynalne błędy. Dziwi mnie, że tak wybitny historyk pominął w swojej analizie nie tylko literaturę pedagogiczną, z historii wychowania, ale i źródła krytyczne działalności Kuronia oraz recepcję „walterowskiej” koncepcji pseudoharcerskiego wychowania.

Odsłania tym samym swoje podejście do wycinkowej historii na wyselekcjonowanych danych o de facto partyjnej działalności Kuronia w ZHP w wyniku zachwytu nad jego autobiografią, (…) która budzi szacunek nie tylko ze względu na szczerość, ale i zdolność do krytycznej oceny własnych poczynań. Zarazem Kuroń podkreśla autentyzm własnych zaangażowań i głębokie przemyślenie swoich koncepcji. Materiał archiwalny i ówczesne publikacje potwierdzają tę prawdę” (s. 9)

Potraktowanie koncepcji Kuronia jako świadczącej o autonomii w harcerstwie po 1956 r. jego „autorskiej enklawy” jest absurdalne. Harcerstwo straciło swoją autonomię wcześniej i nigdy jej w okresie PRL nie odzyskało z woli rządzących. Stwierdzenie A. Friszke, że ostatecznie „autonomia ZHP została złamana w 1963 r.” (s. 10) jest zdumiewające. Straciło ją bowiem w 1948 r. a poczęło odzyskiwać dzięki rewolucji „Solidarności” i reaktywacji alternatywnych ruchów harcerskich w 1980 r.

Mnie zatem A. Friszke nie przekonał do swoich tez, gdyż zbyt ubogi i wybiórczy jest materiał archiwalny, na podstawie którego dokonał analizy zdarzeń i faktów. Odnoszę też wrażenie, bo nie jestem historykiem, że w fałszywym świetle ukazał rolę Aleksandra Kamińskiego, którego wkład w harcerstwo został tu zdumiewająco pomniejszony i wypaczony. W tym przypadku czytajmy Andrzeja Janowskiego.

Andrzej Friszke fałszuje historię harcerstwa wydając publikację jednostronnie ideologiczną, nierzetelną metodologicznie i redakcyjnie oraz wyróżniającą postać, która w żadnej mierze – a odnoszę to tylko i wyłącznie do harcerskiego epizodu tego nominata PZPR - na to nie zasłużyła. Jestem przekonany, że historycy harcerstwa wykażą tę manipulację rzetelnie zrekonstruowanymi danymi i na bazie właściwych źródeł.

Z pedagogicznego punktu widzenia rozprawa historyka nie zasługuje na pozytywną ocenę, gdyż zaprzecza własnemu tytułowi. Autor nie zadał sobie trudu, by prześledzić wiele publikacji Andrzeja Janowskiego, Aleksandra Kamińskiego i wielu innych z tego okresu wybitnych postaci, gdyż musiałby zmienić zakres swoich – jak podejrzewam – osobistych zobowiązań. Te jednak nie służą dobrze ani nauce, ani harcerstwu.

Nie oznacza to jednak, że można tę rozprawę pominąć w dalszych badaniach dziejów ZHP w okresie PRL. Wśród historyków wychowania jest wielu, dla których podejście badawcze wymaga interdyscyplinarnego podejścia do rozwiązywania problemów badawczych oraz unikania fiksacji na postaci, by za wszelką cenę wykazać jej określoną rolę w naszych dziejach.

Znacznie lepiej prowadzi autor tej monografii analizę ówczesnego systemu politycznego, w tym ewolucję zmian programowo-ustrojowych oraz roszad kadrowych w ZHP. Lektura powinna być wyraźnym sygnałem dla wszystkich tych, którzy uważają, że po 1989 r. Polska zmieniła ustrój polityczny we wszystkich dziedzinach życia.

Nie zmieniła, czego najlepszym przykładem jest system oświatowo – wychowawczy, szkolny i pozaszkolny III RP, który jest nadal scentralizowany i podporządkowany zmieniającym się nominatom partyjnym. Z prowadzonych przeze mnie badań nad uspołecznieniem szkolnictwa publicznego w III RP wynika, że mamy do czynienia z reprodukcją minionych rozwiązań ustrojowych w odniesieniu do harcerstwa m.in. w następujących sferach:

1. Harcerstwo, podobnie jak wiele instytucji państwowych, placówek oświaty publicznej jest narzędziem działania centrum władzy, by za jego pośrednictwem kształtować świadomość społeczną oraz środowiskiem do penetracji politycznej władzy;

2. ZHP nadal jest organizacją kontrolowaną przez władze polityczne kraju (via zwiększanie lub zmniejszanie dotacji państwowej na jego działalność), by obóz rządzący znajdował w jego działalności poparcie dla swojego programu politycznego;

3. Harcerstwo nadal jest środowiskiem zapewnienia kontroli władzy nad dziećmi i młodzieżą;

4. ZHP jako organizacja niejednolita ideowo staje się terenem ścierania się różnych wykładni polskiego patriotyzmu, roli narodu i religii katolickiej oraz państwa;

5. Wybór (przeprowadzanie zmian personalnych) władz harcerskich podyktowany był w PRL polityczną poprawnością wobec władz państwa. Brakuje współczesnych badań w tym zakresie;

6. Prowadzi się debaty nad kolejno pojawiającymi się projektami zmian w Przyrzeczeniu i Prawie Harcerskim ze względów ideologicznych i/lub aktualnych oczekiwań rządzących (nie jest to spotykane w organizacjach skautowych państw demokratycznych);

7. Zachowana została centralistyczna rola Głównej Kwatery ZHP, toteż ma miejsce pozorowanie demokratycznych działań w jednostkach terenowych i organizacyjnych;

8. Harcerstwo jest dla jego kadr trampoliną do atrakcyjnych zawodów w administracji rządowej, politycznych w Sejmie czy Senacie, organach władzy centralnej itp.;

9. Nadal ma miejsce traktowanie przez część kadr wyborów do władzy ustawodawczej i wykonawczej w harcerstwie jako procesu fasadowego (zjazdy, posiedzenia rad – stają się maszynkami do głosowania, pozorowaniem respektowania zasad demokracji);

10. W PRL miały miejsce prowokacje tajnych służb celem zabezpieczenia zmian w kadrze kierowniczej harcerstwa. Nie wiemy, jak jest dzisiaj.

Warto przeczytać tę rozprawę, by znaleźć w niej powody do prowadzenia dalszych i znacznie szerszych oraz lepiej udokumentowanych badań harcerskiego ruchu społeczno-wychowawczego dzieci i młodzieży w systemie politycznym PRL czy nawet III RP.

W Aneksie tego tomu znajdziemy kilka, mniej znanych dokumentów z lat 1956-1963, które wymagałyby weryfikacji etnopedagogicznej, gdyż wszelkiego rodzaju notatki, opracowania czy przyjęte uchwały same w sobie jeszcze nie stanowią o realiach harcerskiego życia. Te z okresu PRL wymagają szczególnej ostrożności interpretacyjnej, gdyż powstawały w systemie ukrytego oraz jawnego zakłamywania rzeczywistości i zawierają nie wszystkim znane ślady ingerencji cenzury.

W III RP też mamy z tym problem ze względu na to, że trwa wojna polsko-polska, w której wykorzystuje się najnowsze techniki propagandowego wpływania na opinię publiczną oraz coraz silniej daje się odczuć u niektórych badaczy autocenzura w obawie przed utratą miejsca pracy czy z chęci powiększania własnych dochodów.

W innym publikatorze A. Friszke stwierdza, że manipulowanie historią, które określane jest przez PIS mianem polityki historycznej, skończy się "bankructwem". Nie można jednak tego czynić w nauce.

sobota, 27 sierpnia 2016

Patologie w szkolnictwie wyższym w Polsce


Dr Jacek Stachowicz opublikował swoją dysertację doktorską na powyższy temat, lokując ów problem w latach 1990-2007. Swoje studium prowadził pod kierunkiem socjologa edukacji prof. APS dr. hab. Janusza Gęsickiego, który od szeregu lat zachęca swoich seminarzystów do odsłaniania prawdy o błędach i wypaczenia doby transformacji ustrojowej tak w szkolnictwie wyższym, jak i w szkolnictwie powszechnym.

Nie ukrywam podziwu dla tych badań, bowiem otwierają one z jednej strony przysłowiową "Puszkę Pandory", z drugiej zaś pozwalają przynajmniej dostrzec, jeśli nie zrozumieć, zakres rozwiązań prawnych i organizacyjnych, które przyzwalały na patologie, wdrażały je, utrwalały i sytuowały w coraz to nowych zakresach działań instytucjonalnej edukacji na wszystkich stopniach i poziomach kształcenia. Mamy zatem do czynienia z badaniami idiograficzno-eksplikacyjnymi, które odsłaniają cząstkę prawdy o złożonej rzeczywistości społecznej, która znajdowała swoje upełnomocnienie w decyzjach polityków i kryjących się za nimi lobbystów.

Sformułowany problem badawczy - W jakim stopniu patologie organizacyjne występujące w szkolnictwie wyższym w Polsce w latach 1990-2007 stanowiły skutek błędnych rozwiązań systemowych w sektorze akademickim? (s.8) - wyraźnie wskazuje na związek przyczynowo-skutkowy, który usiłuje się rozwiązać pozaeksperymentalnie. Czy można post factum ustalić taką zależność, to już jest inna, aczkolwiek równie istotna kwestia. W naukach społecznych podejmuje się takie zagadnienia właśnie po to, by z pewnego dystansu czasu i na podstawie analizy źródeł prawa oraz dzięki rekonstrukcji wtórnej danych empirycznych, w tym także statystycznych, przeprowadzić dowód w rozwiązywaniu problemu badawczego.

Autor redukuje swój problem badawczy do patologii organizacyjnych, bo dzięki temu nie musi poszukiwać innych zmiennych niezależnych. Tę zaś definiuje i określa jej znaczenie. Sformułowany problem badawczy ma jednak zależnościowy charakter sugerując już występowanie patologii na skutek błędnych rozwiązań systemowych. Te zaś stanowią zmienną globalną, która nie jest łatwa do operacjonalizacji, by można było uchwycić jej zaistnienie.

Autor tej rozprawy nie dociekał powodu, dla którego w pierwszych dwóch latach działania Sejmu kontraktowego (po Okrągłym Stole) w ciągu 111 dni od powołania rządu Tadeusza Mazowieckiego jedną z 13 ustaw zmieniających ustrój polityczny, gospodarczy i społeczny była także Ustawa o szkolnictwie wyższym, a zabrakło w niej ustawy o systemie oświatowym, chociaż miały one sprzyjać tworzeniu zrębów państwa demokratycznego? Jakim siłom politycznym upadającego ustroju socjalistycznego zależało na tym, żeby akurat w szkolnictwie wyższym możliwe było równoległe do państwowego sektora tworzenie wyższych szkół prywatnych bez jakichkolwiek ograniczeń i bez jakiegokolwiek nadzoru nad ich powstawaniem oraz działaniem?

Siłą tą - jak wskazują na to historycy - były służby specjalne poprzedniego reżimu oraz nomenklatura PZPR, której pozwolono na uwłaszczeniu się na państwowym majątku z doby PRL i osadzeniu w strukturach akademickich w dużej części ludzi, którzy mogli dorabiać się wielkich fortun na wywołanej eksplozji łatwego dostępu do studiowania dla każdego, kogo tylko było na to stać.

Tak, jak można było kupić sobie prywatnie u stomatologa lepsza plombę, tak i bez jakichkolwiek progów egzaminacyjnych można było stać się studentem szkoły wyższej kształcącej na najmniej kosztochłonnych kierunkach studiów. Wystarczyła tylko kreda i tablica oraz wynajmowane w soboty i niedziele od szkół państwowych pomieszczenia czy zakupienie po zaniżonej cenie budynków likwidowanych zakładów pracy.

O tym autor tej książki nie pisze, a przecież po kilku latach transformacji ukazywały się pierwsze publikacje o skandalach i aferach związanych z walką założycielskich czy kanclerskich "gangów" o przejęcie milionowych kwot z tytułu pobieranego czesnego czy rozwijania wydziałów zamiejscowych nie tylko w kraju, ale i poza jego granicami. Prasa donosiła i wygaszała na "czyjeś życzenie" publikacje o patologicznych w przestrzeni prywatnej szkołach wyższych m.in. w Łodzi, Warszawie, Rykach, Brzegu czy Łowiczu.

Jacek Stachowicz rejestruje w monografii podoktorskiej dane, które pozwolą historykom szkolnictwa wyższego na głębsze badanie tych procesów. Polecam tę rozprawę, gdyż jest ona dobrym początkiem do dalszych badań naukowych. Trudno, by młody doktorant poradził sobie w ciągu kilku zaledwie lat z ogromem danych, jakie przyszło mu analizować.

Wpadł zresztą w typową dla początkujących adeptów nauki pułapkę wishfull thinking, czyli takiego sposobu konceptualizacji własnych badań, który opiera się na wizji „negatywnego scenariusza” zanim jeszcze pozyska naukowe ku temu dowody. To jest typowe podejście w krytycznej pedagogice, by koniecznie wykazać negatywny skutek określonych rozwiązań w badanym systemie (w tym przypadku - szkolnictwie wyższym).

Główny problem badawczy brzmi u Stachowicza: "W jakim stopniu patologie organizacyjne występujące w szkolnictwie wyższym w Polsce w latach 1990-2007 stanowiły skutek błędnych rozwiązań systemowych w sektorze akademickim? Badacz zatem wie, że miały w tym okresie miejsce patologie organizacyjne w szkolnictwie wyższym oraz że były one następstwem błędnych rozwiązań systemowych. Pragnął jedynie określić stopień nasilenia się tej zależności, to znaczy - jak rozumiem - czy był on niski, średni czy wysoki.

To jednak wymagałoby badań empirycznych, zależnościowych, bowiem nie da się powyższej korelacji uchwycić w wyniku jedynie analizy treści, a w tym gotowych już wniosków instytucji kontrolnych takich organów centralnych jak Państwowa Komisja Akredytacyjna oraz Komisja Akredytacyjna Wyższego Szkolnictwa Zawodowego, Centralna Komisja Do Spraw Stopni i Tytułów, Najwyższa Izba Kontroli i Rada Głowna Szkolnictwa Wyższego.

Każdy z tych organów miał inne zadania ustawowe, mimo że przedmiotem jego zainteresowań było tylko lub także szkolnictwo wyższe oraz pełnienie tylko i wyłącznie funkcji kontrolnej lub tylko i wyłącznie funkcji opiniodawczej. Te obszary działania szkolnictwa wyższego, które są dla jednego z organów priorytetowe, najważniejsze, kluczowe, to dla innego zupełnie nie mają one żadnego znaczenia. Najlepszym tego przykładem jest organizacja procesu dydaktycznego i funkcjonowania uczelni. O ile interesowała ona PKA i KAWSZ czy nawet NIK, o tyle nie była przedmiotem zainteresowania Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów.

W którymś jednak miejscu spotykały się ze sobą odsłony nieprzestrzegania prawa lub też wykorzystywania wbrew funkcjom założonym tych szkół braku określonych regulacji lub też ich nieścisłości, małej precyzji, być może nawet celowo stworzonych luk dla nieuczciwych podmiotów akademickich. Każdy, kto przeczytałby treść zgromadzonych przez autora tej pracy uchwał powyższych organów, napisałby ją zupełnie inaczej, gdyż możliwości odczytywania ich zawartości jest bardzo wiele.

Gdyby J. Stachowicz zapoznał się z regulacjami i artykułami krytycznymi na temat tego, jak funkcjonują w/w organy kontrolne i/lub opiniodawcze, to mógłby rzeczywiście odpowiedzieć na pytanie o zachodzące zależności między patologiami organizacyjnymi szkół wyższych a błędnymi rozwiązaniami systemowymi.

Niestety, nie odkrył tych zależności, a jedynie mógł wnioskować pośrednio o ich występowaniu. Sam nie badał ani sposobu i zakresu podejmowania uchwał przez np. Prezydium PKA, a tylko ten organ wystarczyłoby wziąć pod lupę, by stwierdzić, ile w nim samym jest patologii organizacyjnych, aksjonormatywnych i decyzyjnych. Mamy zatem znakomity początek, godny naśladowania trop dociekania patologii.

Nie wolno badaczom zapominać, że "ryba psuje się od głowy". Autor tej rozprawy skupił się na szkołach wyższych - uniwersytetach, politechnikach, prywatnych i państwowych wyższych szkołach zawodowych, wymieniając niektóre z nazwy własnej i wskazując na mające w nich miejsce dysfunkcje, a nawet przestępstwa. Jacek Stachowicz pisze o patologiach, ale już nie docieka powodów ich zaistnienia, wśród których jedną z wielu jest demoralizacja i lekceważenie prawa w strukturach władzy - MNiSW i PKA, które w istocie odpowiadają za ten stan rzeczy, bo go także współtworzyły.

Gratuluję promotorowi tej dysertacji prof. APS Januszowi Gęsickiemu, który doprowadził do powstania bardzo solidnej dysertacji doktorskiej. Czas na kontynuację tego typu badań, o znacznie głębszym charakterze i zakresie analizowanych zjawisk zgodnie z ściśle przyjętymi kryteriami.






piątek, 26 sierpnia 2016

Światowe Dni Młodzieży a badania naukowe


Jeszcze nie ma naukowych relacji z Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, ale zapewne brali w nich udział także młodzi naukowcy reprezentujący dyscypliny nauk społecznych, humanistycznych i teologicznych, którzy - niezależnie od osobistych potrzeb - mieli wyjątkową szansę, by przeprowadzić badania terenowe.

Spotykam się w literaturze z zakresu badań nad młodzieżą z wynikami badań naukowych różnych wydarzeń społecznych, o niemalże kultowym wymiarze, jak przede wszystkim Festiwal w Jarocinie. Do subkultur, szerokiej gamy różnych postaci oporu wobec świata i samego siebie ciągnie wielu socjologów, bo doskonale wiedzą o tym, że to się też dobrze sprzeda.

Ciekaw jestem, czy ktoś bada zjawiska społeczne, edukacyjne czy intrapsychiczne na "Przystanku Woodstock" lub na Festiwalu Open'er w Gdyni? Czy socjolodzy lub pedagodzy spoza uczelni wyznaniowych interesowali się Światowymi Dniami Młodzieży? Czy było to dla nich atrakcyjny przedmiot poznania?

Mimo, że o ŚDM wiedziano od trzech lat, to jednak nie odnajduję wśród zgłaszanych do Narodowego Centrum Nauki wniosku socjologa czy pedagoga religii o sfinansowanie badań naukowych właśnie w czasie ŚDM w Krakowie, a więc w procesie ich przygotowań i realizacji, także religijnego eventu (logo Festiwalu YM ze strony ŚDM), "tu i teraz", a nie post factum. Dziwi mnie to tym bardziej, że mamy w Polsce znakomitą już literaturę z zakresu badań społecznych właśnie w środowiskach religijnych, dla których akurat Światowe Dni Młodzieży stały się wielkim przeżyciem, świętem sacrum i - niestety - także medialnym profanum.

Psychologia religii, religijności czy modlitwy w Polsce traktowana jest jako quasinauka, natomiast w USA, w wielu krajach Europy Zachodniej (Niemcy, Włochy, Szwajcaria, Austria, Hiszpania) rozwija się, podobnie jak socjologia religii, nie tylko na wydziałach teologicznych. Profesorowie z tej subdyscypliny naukowej są członkami międzynarodowych towarzystw psychologicznych, działaczami towarzystw badań naukowych czy zasiadają w redakcjach międzynarodowych czasopism psychologicznych, socjologicznych i pedagogicznych o wysokiej renomie. Byle nie w Polsce.

Jak świecki uczony napisze artykuł naukowy z zakresu filozofii, pedagogiki, psychologii religii czy prawa, to tylko potwierdza, że nie jest naukowcem, ale na pewno jest "PIS-iorem". Polecam zatem zainteresowanym i przeciwnikom tych subdyscyplin naukowych chociaż kilka rozpraw, do których warto sięgnąć, by przekonać się, że badania religii, religijności, zjawisk, procesów i wydarzeń religijnych niosą z sobą odpowiedzi na ważne dzisiaj pytania oraz o minionych dokonaniach o ponadczasowym charakterze.

Oto wybór takich publikacji:

Boużyk M. M., Wychowanie otwarte na religię. Polska szkoła filozofii klasycznej o religii w wychowaniu, Warszawa: Wydawnictwo UKSW 2013.

Bujanowicz L., Symbole przynależności narodowej. Ryngraf. Pamięć i tradycja, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2016.

Chrześcijańskie inspiracje w pedagogice, red. Janina Kostkiewicz, Kraków: Wydawnictwo UJ 2011.

Cichosz M., Działalność społeczno-wychowawcza Kościoła Katolickiego w środowisku lokalnym. Na przykładzie miasta Bydgoszczy, Bydgoszcz: Instytut Wydawniczy Świadectwo 1997.

Dobroczyński B., Kłopoty z duchowością. Szkice z pogranicza psychologii, Kraków: Zakład Wydawniczy NOMOS 2009.

Drewicz M., Etos nauczyciela liceum ogólnokształcącego we współczesnej Polsce a zasady katolickiego wychowania, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 2003.

Dybowska E., Wychowawca w pedagogice ignacjańskiej, Kraków: Akademia Ignatianum, Wydawnictwo WAM 2013.

Ecler-Nocoń B., Wychowawcze konteksty myśli Wojtyły. Rzecz dla pedagogów, Wydawnictwo Naukowe Śląsk, Katowice 2009.

Funkcja prywatnych szkół średnich w II Rzeczypospolitej 1918-1939, red. Elwira J. Kryńska, Białystok: Trans Humana 2004.

Gromkowska-Melosik A., Elitarne szkolnictwo średnie. Między reprodukcją społeczno-kulturową a ruchliwością konkurencyjną, Poznań: WN UAM 2015.

Grotowska S., Religijność subiektywna. Studium socjologiczne na podstawie wywiadów narracyjnych, Kraków: Zakład Wydawniczy „Nomos” 1999.

Hansemann G., Wychowanie religijne,przeł. S. Szczyrbowski, Warszawa: IW PAX 1988.

Ideały wychowania i wzory osobowe narodu polskiego w XIX i XX wieku, red. Elwira J. Kryńska, Białystok: Trans Humana 2006.

Jagiełło M., Spotkania które zmieniają. O spotkaniu jako kategorii pedagogicznej i wydarzeniu wychowującym na drodze życia, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2012.

Kornas-Biela D., Pedagogika prenatalna. Nowy obszar nauk o wychowaniu, Lublin: Wydawnictwo Naukowe KUL 2009.

Kostkiewicz J., Kierunki i koncepcje pedagogiki katolickiej w Polsce 1918-1939, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2013.

Kozielecki J., Z Bogiem albo bez Boga: Psychologia religii - nowe spojrzenie, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN 1991.

Kuczyńska-Kwapisz J., Wkład Matki Elżbiety Róży Czackiej w rozwój tyflologii w kontekście współczesnej recepcji jej myśli, Warszawa: Wydawnictwo UKSW 2011.

Ladd K.L., Spilka B., Psychologia modlitwy. Spojrzenie naukowe, przeł. Marek Chojnacki, Kraków: Wydawnictwo WAM 2014.

Małachowski R., Pedagogika religijna i jej konteksty. Bibliografia (lata 1989-2004), Warszawa-Zielona Góra: BEL Studio Sp. z o.o., 2006.

Małachowski R., Średnie szkolnictwo katolickie. W Polsce i w wybranych państwach europejskich (lata 1945-2000), Wydawnictwo Uniwersytetu Zielonogórskiego, Zielona Góra: Oficyna Wydawnicza Uniwersytetu Zielonogórskiego 2005.

Marszałek K., Dziedzictwo którego nie można odrzucić. Próba interpretacji wybranych źródeł z lat 1918-2015 do dziejów Związku Harcerstwa Polskiego, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2016.

Możdżeń S., Inspiracje katolickiej myśli wychowawczej w Polsce do poł. XX w., Kielce: Wydawnictwo Akademii Świętokrzyskiej 2001.

Nalaskowski A., Szkoła jako opus dei, Liceum Ogólnokształcące PW „Poltech”, Toruń 1991.

Pedagogie katolickich zgromadzeń zakonnych. Historia i współczesność, t.1., red. Janina Kostkiewicz, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2012.

Pedagogika katolicka. Zagadnienia wybrane, red. Alina Rynio,Stalowa Wola: Wydawnictwo Naukowe KUL 1999.

Rynio A., Wychowanie młodzieży w nauczaniu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Lublin: Wydawnictwo Naukowe KUL 1995.

Rynio A., Z myśli pedagogicznej Prymasa Wyszyńskiego, Lublin: Wydawnictwo Naukowe KUL 1995.

Theiss W., Troska i nadzieja. Działalność społeczno-wychowawcza ks. Henryka Szumana na Pomorzu w latach 1908-1939, Toruń: Wydawnictwo Adam Marszałek 2012.

Wychowanie chrześcijańskie metodą harcerską, red. Anna Petkowicz, Lublin: Wydawnictwo KUL 2009.

Wychowanie chrześcijańskie. Między tradycją a współczesnością, red. Alina Rynio, Lublin: Wydawnictwo KUL 2007.

Wychowanie w rodzinie chrześcijańskiej, red. F. Adamski, Kraków: Wydawnictwo WAM 1982.

Wychowanie. Pojęcia. Procesy. Konteksty. Interdyscyplinarne ujęcie, red. Maria Dudzikowa, Maria Czerepaniak-Walczak, Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Pedagogiczne, tom 1, 2007.

Wysocka E., Młodzież a religia. Społeczny wymiar religijności młodzieży, Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego 2000.

Zieliński T.J., Państwo wobec religii w szkole publicznej. Według orzecznictwa Sądu Najwyższego USA, Toruń: Wydawnictwo Adama Marszałek 2008.